W czasach jego świetności orkiestra na niej grała
Pięknie ubrane panie
Przystojni panowie
Brali się w objęcia, mieli ku sobie
Jedni niezdarnie podrygiwali
Inni tylko pod ścianą stali
Byli też tacy, których taniec ociekał namiętnością
Niektórzy wręcz wirowali miłością
Tyle szczęścia zaznano w tej sali
Tyle serc połączono na nie zliczonej ilości bali
Z czasem skończyły się przyjęcia
Zamek został zapomniany
Żaden bal już nie został wyprawiany
Stoję teraz pośrodku tej sali
Tu i ówdzie gruz się wali
Patrzę na ścianę dostrzegam lustro
Może całe?
Podbiegam z nadzieją, że ujrzę choć kawałek przeszłości
Jestem przed nie
Lustro pęknięte i tak zostanie
Widzę siebie w popękanym zwierciadle
Nie jestem pewna
Chyba widzę swoją dusze
Tak jak zamek jest ona zniszczona
Kiedyś była piękna
Dzisiaj osamotniona
Zamykam oczy
Otwieram znowu
W wyobraźni przenoszę się do lat minionych
Widzę ludzi szczęśliwych i rozbawionych
Widzę siebie całą rozpromienioną
W tańcu zatraconą
Przypominam sobie jak kiedyś byłam szczęśliwa
Jednak radość się skończyła, jak to w życiu bywa
Otwieram oczy, łza spływa mi po policzku
W tym momencie zrozumiałam
Jak ten zamek został opuszczony tak ja sama zostałam.












